Top 5 piłkarzy – miłośników napojów wyskokowych wg. MFO

Zamigotał świat tysiącem barw” – mógłby zanucić każdy z dzisiejszych bohaterów. Ogólnie było kolorowo. Na boisku wyjątkowo rzadko bezbarwnie. Awanturnicy, zadymiarze, hazardziści no i puste głowy. Jedni, przez alkohol, zmarnowali swój potencjał i nieźle zapowiadające się kariery. Pozostali wyciągnęli max swoich możliwości, zostając międzynarodowymi bohaterami i w znaczny sposób zapisali się na kartach piłkarskiej historii. A może mogli osiągnąć jeszcze więcej? Tego już nigdy się nie dowiemy.

O tych, którzy na konferencji prasowej, odstawiliby na bok butelkę coli na rzecz wódy i nie tylko. 

Paul Merson

Zacznę od mojego ulubieńca. Oczywiście nie jest to wzór do naśladowania ale jego biografię Jak nie być profesjonalnym piłkarzem wchłonąłem w dwa wieczory. Jest to pozycja dla każdego młodego zawodnika, która może ustrzec go przed popełnieniem życiowych błędów, ważących na przyszłej karierze. 

Urodzony w Londynie 1968 roku napastnik, większość kariery spędził w Arsenalu, dla którego rozegrał w sumie 327 meczów i strzelił w nich 78 goli. Zdążył również wystąpić ponad 20 razy w reprezentacyjnej koszulce 3 razy pokonując bramkarza rywali. Wynik może się wydawać imponujący mając na uwadze fakt, że Merson miał problemy nie tylko z alkoholem ale również z narkotykami. Ćpał do bólu, przez co w wieku 26 lat trafił na odwyk. Był nałogowym hazardzistą co z kolei doprowadziło go do bankructwa. Dodatkowo nie stronił od nocnego życia będąc stałym bywalcem angielskich pubów. 

Jego ekscesy są już legendarne. Przykładem niech będzie to, że potrafił zalany w trupa rozbić samochód, po czym niewzruszony wrócić chlać dalej do baru kilka przecznic dalej. Na pewno na długo zapamięta go David Seaman, były bramkarz reprezentacji Anglii czy Arsenalu, któremu na balkonie bez krępacji zrobił kupę. Zaśnięcie na ławce rezerwowych na kacu to przy tym przysłowiowe nic

Biorąc pod uwagę barwne życie Paula, jego osiągnięcia można uważać za duży sukces. Bez wątpienia są to dwa Mistrzostwa Premier League, Puchar Anglii, Ligi i Zdobywców Pucharów. Najważniejsze jest jednak to, że w końcu się ogarnął, wyszedł z dołka i obecnie pracuje jako komentator telewizyjny na kanale Sky Sports. W zestawieniu z resztą dzisiejszych bohaterów stawia go to na pierwszym miejscu. 

Paul Gascoigne

Kolejny przedstawiciel Synów Albionu. Imiennik Mersona, od którego jest starszy o rok. Co ciekawe, dobrze się znali i potrafili razem zabalować. Popularny Gazza osiągnął w sporcie więcej od swojego poprzednika, nie przełożyło się to jednak na życie po zakończeniu kariery. Pomocnik urodzony w Gateshead, mieście położonym w północnej części Anglii, występował min. w Newcastle, Tottenhamie, Lazio czy Glasgow Rangers. Był wiodącą postacią w reprezentacji Anglii, dla której rozegrał 57 spotkań strzelając przy tym 10 bramek. 

Gascoigne, mimo swojej nadwagi, potrafił zabawić się na boisku robiąc sobie jaja z przeciwników czy sędziów. Wąchanie pach arbitra podczas meczu czy wcinanie orzeszków na ławce rezerwowych mimo świadomości, że jest kamerowany to tylko ułamek jego odpałów. Był pajacem chcącym zabawić tłum, jednocześnie pokazując swoje nieprzeciętne piłkarskie umiejętności. Wychodziło mu to nadzwyczaj dobrze. 

Paul nigdy nie stronił od alkoholu. Po przenosinach do Glasgow jego nałóg nabrał na sile. Na procenty potrafił przepuścić nawet kilka tysięcy funtów miesięcznie. Kultową stała się już sytuacja z szatni Rangersów, kiedy z zazdrości wyrzucił do kibla nowiutkie korki kolegi z zespołu. Pechowym właścicielem obuwia okazał się sam Gennaro Gattuso, dla którego to był początek kariery. 

Co dziś pozostało z uczestnika finałów Mistrzosw Świata z 1990 roku i Mistrzostw Europy 1996? Gazza jest wrakiem człowieka, stałym bywalcem szpitali, nie tylko odwykowych. Ma za sobą próby samobójcze, jazdy po pijaku i ciężką depresję. Mimo ciągłych zapewnień o poprawie, media wciąż publikują zdjęcia i skandale z nietrzeźwym 54 letnim ex piłkarzem.

George Best

Zostajemy na wyspach. Urodzony w 1946 r. reprezentant Irlandii Północnej to prawdopodobnie największy kobieciarz i alkoholik w całym zestawieniu. Od siedemnastego roku życia aż do pięćdziesiątki chodziłem na alkohol jak samochód na benzynę – tak swego czasu mówił sam o sobie bohater historii bez happy endu.

Ikona Manchesteru United, dla którego rozegrał ponad 300 spotkań i strzelił 137 goli. Nieprzypadkowo porównywany do Pele. Był boiskowym magikiem. Z piłką robił dosłownie wszystko. Okrzyknięty pierwszym piłkarskim celebrytą ze względu na styl życia jaki prowadził. Miłość do alkoholu w dużym stopniu przyniosła mu sławę. Początkowo w ogóle nie przekładało się to na jego dyspozycję meczową. Największym osiągnięciem Besta było zdobycie Złotej Piłki w 1968 r. Gablotę uzupełniają min. jeszcze dwa mistrzostwa Premier League, Puchar Mistrzów czy tytuł najlepszego strzelca angielskiej ligi. O karierze reprezentacyjnej nie ma co wspominać, ponieważ kadra Irlandii Północnej piłkarsko nic nie znaczyła. Rozegrał w niej 27 spotkań strzelając 6 bramek. 

Pozaboiskowe życie Karierowicza z Belfastu kręciło się głównie wokół alkoholu i kobiet. Mimo, że wszystko co dobre kiedyś się kończy, nigdy nie negował swoich nałogów czując się jednocześnie z tym szczęśliwy. W wieku zaledwie 28 lat był już kompletnie zniszczony. Po opuszczeniu Manchesteru tułał się po różnych klubach celem zarobienia na to co sprawiało mu największą przyjemność. Symbolem spektakularnego upadku Besta była sytuacja za czasów gry w Stanach, gdy przyłapano go na kradzieży pieniędzy. Wszystko po to by alkoholowe Eldorado mogło trwać w najlepsze. Prowadzenie auta pod wpływem było dla niego normą. Za jeden z takich wyskoków, w 1984 roku, oraz napaść na funkcjonariusza, trafił do aresztu na 3 miesiące. 

Po zakończeniu kariery nie było wcale lepiej. Alkoholowy zamęt totalnie zawładnął życiem Georga. Nie potrafił odstawić butelki od ust. Najlepszym przykładem było jego wystąpienie w programie BBC, na które przyszedł kompletnie pijany. Wyrok miał dopiero nadejść. W 2000 roku potwierdzono diagnozę – marskość wątroby. Przeszczepu dokonano 2 lata później lecz Best nie zmądrzał ani odrobinę. Dalej pił do oporu i rozbijał auta. W konsekwencji stracił prawo jazdy na okres 20 miesięcy. Sądny dzień nadszedł 25 listopada 2005 roku. Po prawie 2 miesiącach pobytu w szpitalu, do którego trafił z powodu infekcji po przeszczepie wątroby, zakończył swój niezwykle barwny żywot. Umarł król – historia kończy się tragicznie. 

Igor Sypniewski 

Przechodzimy na nasze podwórko. Z pewnością, większość fanów piłki nożnej w Polsce, kojarzy historię chłopaka z Bałut. Podobno talentem przewyższał Bońka czy Deynę i można było tak rzeczywiście myśleć. Urodzony w Łodzi 1974 r., wychowanek ŁKSu, najlepsze lata spędził w klubie ze stolicy GrecjiPanathinaikosie. Jak sam wspomina w jednym z wywiadów – Pierwsze piwo wypiłem, gdy miałem dziewięć lat. A później, to już samo poszło…

W Atenach bywało różnie. Nie były to jakieś wybitne 2 sezony. Mecze lepsze przeplatał tymi gorszymi i jakoś to szło. Kultową stała się już sytuacja z 2000 roku. Był to mecz Ligi Mistrzów pomiędzy Panathinaikosem a Manchesterem United. Sypek dzień wcześniej w hotelowym pokoju wypił kilka browarów. Nazajutrz obudził się na kacu i z dużym pragnieniem, którego raczej nie dało ugasić się zwykłą wodą. Pomocną dłoń wystawił do niego pracownik hotelu, który okazał się być Polakiem. Poratował zmordowanego Igora zimnym piwkiem by ten wrócił do świata żywych. Kilka godzin później wyszedł w pierwszym składzie i rozegrał jedno z najlepszych spotkań w swojej karierze, mimo porażki 1:3. 

Alkohol był częścią jego życia. Nie potrafił zasnąć bez znieczulenia się kilkoma piwami. Po powrocie do Polski, koledzy byli pod wrażeniem tego jak szybko potrafił się regenerować. Jednego dnia słaniał się na nogach by drugiego być najlepszym na boisku. Pewnie gdyby nie zamiłowanie do picia to zabawiłby dłużej w Atenach i może wybił gdzieś wyżej. Tego już się nigdy nie dowiemy. 

Starając się o odbudowę formy, biegał po polskich boiskach. Z jego dyspozycją bywało różnie. Będąc zawodnikiem Wisły Kraków wyszły na jaw jego problemy z depresją. Po rozegraniu zaledwie 6 meczów…zniknął bez słowa. Odnalazł się w greckim Kallithea GS by po jedynie 2 spotkaniach przenieść się do Szwecji. Z początku robił tam niemałą furorę. Dobre występy na boisku tuszowały jego alkoholowe wybryki do tego stopnia, że pojawił się temat nadania mu szwedzkiego obywatelstwa i powołania do reprezentacji. Byłoby to możliwe gdyż w polskiej kadrze rozegrał tylko 2 nieoficjalne mecze. Temat upadł, a Igor wrócił na stare śmieci i podpisał kontrakt z ŁKSem Łódź. Zaczęło się obiecująco ale depresja i alkohol znacznie ograniczyły jego możliwości. Sezon później kolejny raz wyemigrował do Szwecji. Po rozegraniu kilku spotkaniach w 3 lidze został dyscyplinarnie wyrzucony z klubu, a przyczyną było spowodowanie wypadku samochodowego pod wpływem alkoholu. 

Po zakończeniu kariery w 2007 r., alkohol wciąż króluje w jego życiu. Wrócił na szare blokowiska by w spokoju sączyć browar z kumplami z osiedla. Towarzystwo ziomków i dźwięk otwieranej puszki doprowadziły do kolejnych problemów. Alkoholizm i depresja wciąż się pogłębiały. 

Sypniewski to przykład człowieka, któremu alkohol zniszczył nie tylko karierę piłkarską ale i prywatne życie. Zdecydowanie mógł osiągnąć więcej. Sporo szczegółów dotyczących Igora znajduje się w jego biografii ZaSYPany. Życie na zakręcie, którą serdecznie polecam. 

Dawid Janczyk

Kolejny przykład polskiego zawodnika, który przelał przez gardło swoją karierę. O Dawidzie dalej jest głośno. Wciąż daje o sobie znać nie tylko w mediach społecznościowych. Napastnik urodzony w 1987 r. w Nowym Sączu zapowiadał się na naprawdę dobrego zawodnika, więc co poszło nie tak?

Niespełniony talent już w wieku 19 lat zdobył z Legią Mistrzostwo Polski ale to dzięki Młodzieżowym Mistrzostwom Świata z 2007 roku dał się poznać szerszej międzynarodowej publiczności. Dawid strzelił na nich 3 gole i był wymieniany w gronie najlepszych zawodników turnieju. Zaowocowało to dużym zainteresowaniem ze strony topowych zagranicznych klubów. 20 latek ostatecznie trafił do CSKA Moskwa, które wiązało z nim ogromne nadzieje. 

Tym oczekiwaniom niestety nie zdołał sprostać. Powodem była sodówka, która uderzyła mu do głowy po skosztowaniu większego niż polskie podwórko footballu. Samotność i duża ilość gotówki dla chłopaka w tak młodym wieku okazała się zgubą. Na boisku nie potrafił udowodnić swojej wartości. Do składu CSKA ostatecznie nie zdołał się przebić, grając w rosyjskiej Premier Lidze tylko ogony. Zdecydowano się wypożyczyć go do belgijskiego Lokeren. Wszyscy, łącznie z samym Dawidem, liczyli na to że w słabszym klubie się odbuduje. Wtedy to na sile przybrały jego problemy z alkoholem. 

Początek przygody w Lokeren był niezły. W 31 spotkaniach zdobył 14 bramek więc wynik jak najbardziej zadowalający. Kolejne wypożyczenie, tym razem do Germinal Beerschot nie było już tak udane. Przez zamiłowanie do alkoholu, Dawid stracił skuteczność co skończyło się szybkim powrotem do ojczyzny. Od tego momentu było już tylko gorzej. Trafił do Korony Kielce. Zarzucano mu tam brak zaangażowania w grę czy jakichkolwiek chęci do treningu. Szybko go skreślono i wyjechał na Ukrainę. Rozegrał tam 3 spotkania po czym zniknął jak Tupolew nad Smoleńskiem. 

Wiele klubów takich jak m.in. Piast Gliwice, rodzima Sandecja czy KTS Weszło wyciągały pomocną dłoń do zawodnika, wyniszczonego przez alkohol. Ciągłe szanse dawane alkoholikowi kończyły się tylko rozczarowaniem. Mimo zapewnień, Dawid nie przestawał pić, nie pojawiał się na treningach i często znikał bez słowa. Doszło do sytuacji, w których musiał pożyczać pieniądze, które oczywiście przepijał. Niecały rok po wydaniu swojej biografii Dawid Janczyk. Moja Spowiedź, wyciekły do sieci zdjęcia, na których ledwo żywy, odurzony alkoholem okupuje okolice dworca kolejowego w Warszawie. Oficjalnie nie skończył jeszcze przygody z piłką ale można się spodziewać, że żaden poważny klub nie nabierze się już na gadki o cudownej przemianie 33 latka. Tym bardziej, że Dawid ostatnio po raz kolejny dał o sobie znać udostępniając story na Instagramie z podpisem: A walić to. Jestem alkoholikiem i dobrze mi z tym. Skoro mu dobrze to dajmy chłopakowi spokój. Widocznie ma kontrolę nad swoim życiem. 

Podsumowując, jest to luźne zestawienie piłkarzy, którzy borykali/borykają się z problemem alkoholizmu. Nie stosowałem tu jakichś szczególnych kryteriów wyboru. Zaprezentowałem jedynie sylwetki tych najbardziej mi znanych, o których posiadam największą wiedzę. Alkoholizm jest wszechobecnym problemem nie tylko w środowisku sportowych celebrytów ale i każdego przeciętnego Kowalskiego. Wszystko jest dla ludzi lecz istnieje pewna granica. Tylko Ty decydujesz czy ją przekroczysz. Nie jestem zobowiązany do prawienia kazań na ten temat bo sam lubię się napić. Nie chce też oceniać. Każdy jest kowalem własnego losu i powinien wiedzieć jaką ścieżką chce podążać. Wybór należy do Ciebie. 

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Felietony

4 komentarze

  1. Naprawdę fajnie się to czyta. O Paulu Mersonie szczerze powiem słyszę pierwszy raz no ale co człowiek uczy się cały czas. Osobiście szkoda mi talentu Dawida Janczyka no ale cóż zrujnował karierę na własne życzenie. Czekam na kolejny wpis

    Pozdrawiam Roni99

  2. Witam! Szczerze mówiąc byłem ciekaw kolejnego artykułu. Myślę . że jego autor sprostał zadaniu. Temat bardzo ciekawy. Dla niektórych alkoholowy problem to temat tabu. Niestety jest wszechobecny. Cieszę się , że został tu poruszony. Oczywiście nie sposób opisać wszystkich przypadków ale w/w piłkarskie gwiazdy (trafnie wybrane) mogą posłużyć za przykład do indywidualnych przemyśleń. Pozdrawiam !
    P.S. Będę tu częściej zaglądał 🙂

  3. Ciekawy artykuł. Znam osobiście kilku dobrze zapowiadających się zawodników ,może nie z tej górnej półki, którym alkohol przekreślił kariery sportowe. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *